Gdybym miała wybrać największe błędy odchudzających się osób, to pewnie jedzenie bez smaku byłoby na jednej z pierwszych pozycji. Na szczęście są produkty, które dodają smaku, ale nie rujnują sylwetki. Taki jest ocet balsamiczny. Dzisiaj będzie też o innych błędach. 

Wiadomo. nie ma tak drugiego uniwersalnego sosu, jak majonez. Tylko, że jedna jego łyżka to ponad 150 kcal, a ilość tłuszczu większa niż w przeciętnym pączku. Ale ocet balsamiczny pasuje również do wielu dań. Nie wspominając o sałatkach, bo to najłatwiejsze, ale świetnie sprawdza się też jako dodatek do mięs, a nawet deserów, np. w połączeniu z lodami truskawkowymi to naprawdę super sprawa. A jedna jego łyżka to dosłownie 7 kcal! A ile smaku!
Ocet polecam nie tylko ze względu na wyjątkowy smak i znikomą ilość kalorii, ale także dlatego, że ułatwia trawienie, a niektórzy nawet twierdzą, że hamuje apetyt. Do tych osób należy między innymi Jamie Oliver, znany kucharz,  który zaleca dodawanie go do wszystkich potraw z makaronem w roli głównej. Podobno ocet zmienia metabolizm węglowodanów… Jak dla mnie to dość naciągana teoria, ale czemu by nie spróbować. Może zadziała chociaż na zasadzie placebo?
Nie ma sałatki caprese bez octu balsamicznego

Ocet balsamiczny produkuje się banalnie. Jednak dla współczesnych producentów stanowi to nie mało wyzywanie… Odpowiednia redukcja, w trakcie której uzyskuje się lepkość, kolor i smak charakterystyczny dla octu, sprawia producentom trudności. A ponieważ najłatwiej podrobić jest kolor, to dodają barwnik w postaci karmelu i to ten najgorszy – amoniakalno-siarczynowy, oznaczany jako E 150d. Dlaczego najgorszy? Moim zdaniem jeśli naukowcy nie potrafią powiedzieć, że coś jest OK, tylko cały czas robią badania toksykologiczne, tak jak w przypadku tego karmelu, to znaczy, że lepiej go unikać. Sprawdziłam skład chyba kilkunastu octów, różnych producentów, w tym także tych z wyżej półki, i wszystkie zawierały E150d. Co to oznacza? Można wydać na ocet więcej pieniędzy, ale i tak dostaniemy produkt podobny do tego najtańszego.

A teraz mój subiektywy ranking błędów żywieniowych i rady, co robić, żeby nie skończyło się tak, jak zawsze. Błędy zostały wymienione w dowolnej kolejności.Błąd 1.: jedzenie bez smaku
Rozwiązanie: pisałam o tym nie tylko dzisiaj, ale i wcześniej – przyprawiajmy! Ziołami, lekkimi sosami, octem balsamicznym. Nikt nie wytrzymałby na diecie, która ma smak papki dla niemowlaka. Dlaczego typowe dania kuchni polskiej lub jakiejkolwiek innej są zawsze dobrze doprawione, a potrawy na diecie muszą smakować jak… nic? Naprawdę nie musi tak być! Większość przypraw ma śladowe ilości kalorii, więc można używać je do woli. Ale z nadmiaru soli lepiej rezygnować, bo zatrzymuje wodę, więc może niwelować efekty odchudzania.

Błąd 2. : ciągle to samo
Rozwiązanie: to, że kurczak gotowany jest zdrowy nie ulega żadnej wątpliwości. Ale dlaczego w kółko jeść tylko to mięso, przygotowane dokładnie w ten sam sposób? Jeśli nie jesteś kulturystą na redukcji, spokojnie możesz wybrać też inne techniki kulinarne, nawet smażenie, byle nie w panierce i ogromnej ilości tłuszczu. Nic tak nie motywuje do trzymania diety, jak odkrywanie nowych smaków w wersji dietetycznej! Ustalaj swoje menu np. z kilkudniowym wyprzedzeniem. Tydzień byłby super, ale 2-3 dni do przodu też wystarczą. Przyglądaj się posiłkom, czy nie wyglądają zbyt monotonnie. Nie bój się eksperymentów. I szukaj inspiracji. Pełno jest fit-blogów o tematyce kulinarnej.

Błąd 3.: za małe porcje
Rozwiązanie: owszem, dieta 1000 kcal jest bardzo skuteczna, jeśli zamierzasz przestrzegać jej do końca życia. Dla organizmu zjedzenie czegoś co ma mniej niż 200 kcal, to tak jak niezjedzenie niczego. Można się tak oszukiwać przez parę dni, może kilka tygodniu, ale później szybko wszystko zostanie nadrobione. Co więcej z czasem będzie coraz trudniej schudnąć, bo organizm będzie robił co tylko może, żeby zwolnić metabolizm. Dla niego odchudzanie to coś, z czym trzeba walczyć. Zwłaszcza, jeśli nie cierpisz na nadwagę! Jeśli już musisz liczyć kalorie, to nie zaczynaj od mniejszej ilości niż 1500 kcal, jeśli jesteś kobietą lub 1700 kcal jeśli jesteś mężczyzną.

Błąd 4.: albo wszystko, albo nic
Rozwiązanie: to, że każdemu zdarzają się na diecie małe oszustwa, jest normalne. Gdybyśmy nie mogli sobie pofolgować, to pewnie byśmy zwariowali. Skusiłeś się na batona? To nie koniec świata! Ale również nie powód, żeby zjeść jeszcze całą pizzę i zagryźć paczką chipsów. Cheat day ma wtedy sens, jeśli jest cheat mealem i nie pojawia się częściej niż 2 razy w tygodniu. Jeśli zjadłeś coś zakazanego, po prostu zmniejsz następny posiłek, albo zrezygnuj z kolacji lub wykonaj niezaplanowany trening. I jeszcze jedna rada, jeśli od samego rana chodzi Ci po głowie zakazany owoc, skuś się teraz, zamiast próbować wytrwać do wieczora. Silna wolna jest jak mięsień, pod koniec dnia będzie zwyczajnie wyczerpana i łatwiej będzie Ci uleć i to nie jednemu zakazanemu owocowi. A jeśli „poddasz się rano”, masz jeszcze cały dzień, żeby to wszystko spalić!

Błąd 5.: drakońska dieta, morderczy trening
Rozwiązanie: dieta w połączeniu z aktywnością fizyczną przynosi najlepsze rezultaty. Ale jeśli przesadzamy z ćwiczeniami, a do tego jemy jak ptaszek, prędzej znudzi nam się to wszystko i rzucimy w cholerę to całe odchudzanie… Zwłaszcza, jeśli zamiast ćwiczyć to, co sprawia nam przyjemność, wybieramy dreptanie na bieżni przez półtorej godziny. To na prawdę duże wyzwanie dla psychiki. Jeśli ćwiczyć, wystarczy obciąć 500 kcal w stosunku do zapotrzebowania energetycznego bez aktywności fizycznej, by już po tygodniu zobaczyć pierwsze efekty.

A jeśli potrzebujecie więcej wskazówek, porad, jesteście ciekawi, jak błędy popełniacie w żywieniu, to zapraszam na najbliższy wykład – już w tym tygodniu! Więcej informacji w zakładce „Wykłady”!

Nie masz siły, żeby zdrowo odżywiać się?

Pobierz swój Eliksir mocy!
Eliksir mocy to nagranie, które zmotywuje Cię. Doda energii. Sprawi, że zdrowe odżywianie stanie się łatwiejsze.

Dziękuję! Potwierdź swój adres e-mail!