Facebook zablokował reklamy mojego cyklu szkoleń „Szczupła na Zawsze”, ponieważ w treści jeden z nich poniżyłam jej odbiorców. Co więcej, określono moją reklamę jako nawołującą do agresji i wulgarną. Co takiego stworzyłam?

Nic nadzwyczajnego . Ale po odpowiedzi Facebooka wiem, że odchudzanie jest tematem zakazanym!

Czy masz dość boczków, oponek, cellulitu?

Tym pytaniem rozpoczynał się tekst reklamy. Według Facebooka sugeruję w ten sposób odbiorcy, że powinien schudnąć. A jeśli tak sugeruję – to go poniżam. Nie wolno w reklamach na FB umieścić zwrotu „Chcesz zrzucić zbędne kilogramy?”, podobnie jak nie można napisać „Czy masz pryszcze?”. To są dosłowne cytaty z wiadomości, która otrzymałam od załogi tego portalu społecznościowego.

 Abym mogła zamieścić reklamę, musiałam zmienić jej tekst. Co oczywiście zrobiłam.

Potem zaczęłam się zastanawiać, czy może bycie dietetykiem jest w jakiś sposób niestosowne? A może w ogóle oferowanie kobietom pomocy w odchudzaniu to nie jest żadna pomoc, tylko poniżenie? Może moje warsztaty, które mają na celu nauczyć, kobiety, jak się skutecznie odchudzać, organizuję by je wyśmiewać? Stygmatyzować?

Bardzo szanuję to, że w Stanach już funkcjonuje pojęcie weightismu – dyskryminacji ze względu na wagę. To bardzo słuszne, bo w wielu przypadkach osoby otyłe są postrzegane jako gorsze. Ale z drugiej strony – nie możemy dać się zwariować! Pamiętam, jak w trakcie studiów pracowałam w jednym z warszawskich teatrów. Moja szefowa została oskarżona o dyskryminację, bo w ogłoszeniu o pracę, która zamieściła na portalu internetowym jednym z wymogów było noszenie małego rozmiaru – do 38. Szkoda tylko, że uniformy, które przygotowali dla nas, obsługi widowni, właściciele, miały właśnie tylko takie rozmiary… Taniej było uszyć wszystko w jednym, mniejszym rozmiarze niż robić to indywidualnie dla każdego pracownika. Czy to jest już weightism?

A może to, że zamykam się w małej sali z dziesiątką kobiet i próbuję im pomóc uporać się wreszcie z dodatkowymi kilogramami to też jest weightism?

Cykl szkoleń „Szczupła na Zawsze” stworzyłam dla kobiet, dla których odchudzanie jest wiecznym problemem.

No bo która z nas nie odchudzała się chociaż raz? Dla ogromnej rzeszy kobiet każda taka próba odchudzania kończy się dodatkowymi kilogramami. Z roku na rok jest coraz gorzej. Być może nie mają pieniędzy, żeby pójść do dietetyka. A być może już u niego były, ale dostały dietę, która była po niżej ich oczekiwań. Niezgodna z tym, jak się teraz odżywiają. Albo dokładnie taką samą, jaką dostały koleżanki, które również odwiedziły tego dietetyka.

Odchudzanie jest trudne. Odchudzanie bywa męczące. I wreszcie, odchudzanie, jeśli jest źle poprowadzone, to wyrządza więcej szkody niż pożytku.

Dlatego w trakcie warsztatów uczę kobiety, jak wygląda skuteczne odchudzanie. Jak się do niego przygotować? Jakich błędów unikać? Jak się odżywiać? Ale pokazuję im też, jakimi są wartościowymi osobami. Co więcej uważam, że dopóki kobieta nie polubi siebie w takim ciele, jakie ma teraz, choćby miała dość oponek, boczków i cellulitu, to nie schudnie. 

Sporo miejsca poświęcę w trakcie tego cyklu szkoleń akceptacji siebie, swoich słabości, swojego ciała. Bo uważam, że jest to równie ważne, jak dobrze rozpisana dieta, aktywność fizyczna i zdrowe produkty.

Wiem, że waga, to nie jest kolor skóry. To nie jest narodowość. To nie jest coś czego nie da się zmienić. W największym stopniu zależy od nas samych. Nie chcę, żeby kobiety, z którymi pracuję były patyczkami, chudymi jak modelki. Wolę, żeby miały cudowne kobiece kształty i BMI 25, niż 18,5.

Jeśli Ty też uważasz, że odchudzanie to nie jest temat zakazany, mieszkasz w Warszawie i potrzebujesz pomocy kogoś, kto przeprowadzi Cię skutecznie na drugą stronę mostu o nazwie „odchudzanie”. To zapisz się na moje warsztaty. Na najbliższy, w środę 14 października, została jeszcze kilka wolnych miejsc.

A jeśli uważasz, że odchudzanie to temat zakazany, to powinnaś przestać czytać mojego bloga. Bo nie zamierzam przestać o tym pisać!

Photo credit: Tobyotter / Foter / CC BY