Pokochać zdrowe odżywianie. Czy to możliwe? - Justyna Markowska - dietetyk, psychodietetyk Warszawa



Gdy przeglądam swojego Facebooka, mam wrażenie, że nie ma osób, które nie odżywiają się prawidłowo. Wszyscy znają się na żywieniu i aktywności fizycznej. Ile jest w tym prawdy?

Nie chodzi mi wcale o to, czy osoby, które wrzucają zdjęcie swojego lunchu, tak naprawdę podkradają je koleżance, bo sami na talerzu mają schabowego z frytkami, na dodatek bez surówki. Ale o to, czy naprawdę można mieć ochotę na sałatkę zamiast na burgera? Czy to możliwe, żeby wybrać wodę, zamiast coli? I ile jest prawdy w stwierdzeniu, że wcale się nie ma ochoty na to pyszne ciacho (i nie mam tutaj na myśli przystojnego mężczyzny)?
Naukowcy twierdzą, że można. Tak po prostu – można nauczyć się zdrowo odżywiać, tak, jak uczymy się języków obcych. Oczywiście reguły wszyscy dobrze znają, ale tutaj chodzi o praktykę. A jak wygląda praktyka?
Gdy prowadząc wykład, pytam, co to znaczy prawidłowe żywienie, najczęściej słyszę: „należy jeść warzywa i owoce”. „Super”, odpowiadam, „i co jeszcze?”. Zalega taka niezręczna cisza, którą przełamuje czyjeś nieśmiałe zdanie: „jeść 5 posiłków dziennie..?”. Ufff, oddycham z ulgą. Jakieś podstawy są. Zachęceni sukcesem kolegi lub koleżanki, inni uczestnicy również dają swoje propozycje, z których tworzy się co najmniej kilkunastopunktowa lista prawidłowych nawyków żywieniowych.
Gdy pytam, kto realizuje choć jeden z tych punktów, podnosi się tylko kilka nieśmiałych rąk. No tak, wiedzę mamy wszyscy z realizacją jest gorzej. Ale jednak, wśród tych 20-30 osób, które są na wykładzie, jest parę osób, które starają się. Choć pewnie gdybym zapytała, ile z nich robi to, dlatego, że rzeczywiście tego chce, rąk w górze byłoby jeszcze mniej. No bo, brokuły są pycha! Ale jak przeciętnej osobie damy do wyboru brokuły czy, dajmy na to, smażone krążki cebulowe – wybierze te drugie.
Naprawdę jest niewiele osób, które rzeczywiście sięgnęłyby po brokuły tylko dlatego, że je lubią, a nie dlatego, że wiedzą, że są zdrowsze i mają mniej kalorii. Ale uwaga! Naukowcy mówią, że jest szansa, aby coraz więcej osób myślało w ten właśnie sposób. Żeby wolało jabłko niż ciastko, bo zwyczajnie bardziej im smakuje! Jak to możliwe?
Do pracy nad tym zagadnieniem zabrali się oczywiście amerykański naukowcy. Zebrali oni grupę odchudzających się ochotników – mężczyzn i kobiet z nadwagą. Każda grupa próbowała różnych diet, w tym jedna z grup po prostu prawidłowo odżywiała się. Jej uczestnicy jedli zbilansowane posiłki pełne błonnika, o niskim indeksie glikemicznym. W trakcie eksperymentu wszyscy badani zostali poddani kilkukrotnie badaniu rezonansem magnetycznym. Miał on określić, jak mózg reaguje na pewne posiłki na różnych etapach diety.
Po pół roku okazało się, że osoby, które znalazły się w grupie ze zbilansowaną dietą, zaczęły pozytywnie reagować na przedstawione im zdrowe posiłki. Nawet nie tyle te osoby, ile ich mózgi wskazywały, że to są posiłki, na które mieliby w danej chwili ochotę.
Naukowcy się cieszą, że odkryli alternatywę dla operacji zmniejszania żołądka. Nawet więcej, mówią o tym, że odchudzanie właśnie poprzez zbilansowaną dietę, poprawia zdolności intelektualne, zwiększa ciekawość świata i kreatywność. Wszystko super, tylko prawda jest taka, że nieważne czy próbujemy diety cud, czy racjonalnie zmieniamy nawyki żywieniowe, i tak tylko kilka procent jest w stanie utrzymać uzyskaną wagę w dłuższym okresie czasu. Reszta, czyli jakieś 90% wraca do tego, co było.
Naukowcy się mylą? Nie do końca. Z własnego doświadczenia wiem, że z osobami, które próbują zmniejszyć wagę poprzez racjonalne żywienie, dzieje się coś dziwnie pozytywnego. Zaczynają być bardziej obowiązkowe, rozwijają swoje hobby. są bardziej efektywne w pracy, często stają się też spokojniejsze i bardziej uśmiechnięte. A najfajniejsze jest w tym to, że rzeczywiście im się to podoba. Waga spada dalej lub nie, zatrzymuje się, ale coś zmieniło się w ich głowach.
Wierzę, że zmiana nawyków żywieniowych, poprowadzona racjonalnie, uwalnia w nas pokłady wewnętrznej energii, która pcha nas do przodu. Powoduje, że ludzie zmieniają pracę na lepszą, nie boją się rozwijać swojego hobby, mają ochotę brać więcej od życia.
Wiem, brzmi to, jak bajka, ale tak jest. Niestety, nie zmienia to faktu, że te osoby są w mniejszej mniejszości. Żyją zdrowo, bo to lubią. Nie przesadzają ani w jedną, ani w drugą stronę, ale nadal są w mniejszości.
We wtorek podzielę się z Wami sekretem, jak znaleźć się w grupie szczęśliwców, którym się udało!